„Patrząc z medycznego punktu widzenia – tego dziecka powinno na świecie nie być. Po tym co przeszło, to duży cud, że żyje” – te słowa usłyszeli moi Rodzice od lekarzy w pierwszych miesiącach mojego życia…
Ból, strach i niepewność to emocje, które towarzyszyły moim Rodzicom. Ale już wtedy pokazałam, że chcę żyć. Mimo wielu przeszkód, nigdy się nie poddałam. Od tamtej chwili minęło 20 lat. Lat niełatwych – pełnych płaczu, pozbawionych beztroskiego dzieciństwa, podyktowanych ciągłymi pobytami w szpitalach, zabiegami operacyjnymi oraz setkami godzin spędzonych na rehabilitacji. Pełnych wyzwań, ale także niezwykłych chwil, które zbudowały mnie jako osobę.
Nastepstwem ciężkiego porodu jest uszkodzenie nerwów splotu ramiennego. Moja ręka już nigdy nie będzie do końca sprawna. Zawsze będzie tylko ręką pomocniczą. Choć wiem, że nigdy nie będzie taka jak u innych, nauczyłam się, jak wykorzystać swoje możliwości. Na ten moment ręka jest dużo krótsza, brakuje pełnego wyprostu, oraz nie mogę jej podnieść.
Od 7 lat jeżdżę konno. To nie tylko moja pasja, ale także sposób na wzmocnienie ręki. Każda godzina spędzona w siodle to dla mnie nie tylko radość, ale także- wciąż bardzo ważna- rehabilitacja.
Choć nie mogę liczyć na zdrową rękę, wierzę, że z pomocą ludzi, którzy mnie wspierają, mogę kontynuować rehabilitację i rozwijać swoje pasje. Jeśli masz ochotę mnie wesprzeć, rozważ przekazanie 1,5% swojego podatku. Dzięki Twojej pomocy mogę dalej dążyć do swoich marzeń i w pełni cieszyć się życiem

