Mam na imię Julia, urodziłam się w 2005 roku i studiuję pielęgniarstwo na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Fascynuje mnie ciało człowieka i bardzo chcę pomagać innym, niestety na razie sama potrzebuję pomocy.

Byłam bardzo aktywną fizycznie osobą – trenowałam balet, jazdę konną i taniec towarzyski. Moją największą pasją był taniec. Tańczyłam przez 12 lat i trudno było mi wyobrazić sobie życie bez tańca. Niestety moja choroba uniemożliwiła mi dalsze spełnianie tej pasji.

Wydawałoby się, że problem leży bezpośrednio w kończynie górnej, bo to w niej odczuwam najwięcej objawów. Ale ciało człowieka to tysiące wzajemnych zależności. Jeden element, psując się, ciągnie w dół pracę pozostałych. Są momenty, kiedy ból nasila się do tego stopnia, że muszę się położyć i nie ruszać, żeby go opanować. W takich sytuacjach najlepiej byłoby nie oddychać, ale jest to niemożliwe, a każdy głębszy oddech powoduje nasilenie objawów. Niestety na to nie ma leku.

Próbowałam już wielu tabletek przeciwbólowych, wlewów dożylnych, stymulacji przezczaszkowych i innych terapii – żeby choć na chwilę sobie ulżyć, ale nic nie pomaga. Odwiedziłam mnóstwo lekarzy w Polsce, którzy mogliby mi pomóc. „Przypadek ciekawy, złożony i trudny” – mówią, a moje możliwości rehabilitacji na ten moment zostały niemal całkowicie wyczerpane.

Kiedyś moje życie było pełne pasji i aktywności. Marzyłam, żeby zostać tancerką. Uwielbiałam balet, jazdę konną, taniec towarzyski, grałam na fortepianie. Miałam szerokie grono koleżanek i kolegów.

Niestety choroba wszystko mi odebrała…

Wszystko zaczęło się w lutym 2021 roku. Wtedy zaczęłam mieć napadowe sinienie, puchnięcie i drętwienie prawej kończyny górnej. Po miesiącach badań i szukania pomocy u specjalistów usłyszałam diagnozę: zespół uciskowy górnego otworu klatki piersiowej (TOS). To rzadka, mało znana i trudna do zdiagnozowania choroba, która sprawia, że moje kości i mięśnie uciskają nerwy oraz naczynia w okolicy szyi i obojczyka.

We wrześniu 2021 roku wystąpił u mnie niedowład prawej kończyny górnej, a w listopadzie przeszłam pierwszą operację – usunięto mi część pierwszego żebra, bo groziła mi zakrzepica, a nawet amputacja ręki. Niestety objawy nie ustąpiły. W lipcu 2022 roku poddałam się kolejnej operacji w Poznaniu. Przez trzy lata odwiedziłam mnóstwo lekarzy i spędziłam wiele czasu w szpitalach. Brak rezultatów leczenia mocno odbił się na moim zdrowiu psychicznym. A w lutym 2025 roku byłam znów operowana.

Mimo trzech operacji nadal cierpię na silny przewlekły ból, który mnie nie opuszcza, oraz na okresowe niedokrwienia tej ręki, ponieważ ucisk jest tak silny, że światło tętnicy podobojczykowej zamyka się całkowicie. Jest wiele dni, kiedy ból jest tak silny, że nie mogę normalnie funkcjonować. Po trzeciej operacji lekarze nie byli w stanie określić dokładnego miejsca ucisku, ponieważ badania na leżąco nic nie wnosiły. W końcu wykonali arteriografię z dojścia tętnicy promieniowej na siedząco. To badanie pokazało, że ucisk znajduje się teraz między mięśniami pochyłymi. W związku z tym konieczna jest kolejna operacja – scalenectomy (nacięcie mięśni pochyłych), która odbędzie się 6 października.

Dzięki pomocy lekarzy, fizjoterapeutów, psychoterapeutki, grupy wsparcia i bliskich mi osób walczę o siebie i o moje zdrowie. Codziennie zmagam się z bólem i potrzebuję intensywnej rehabilitacji oraz psychoterapii. To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami – leki, konsultacje lekarskie, badania, dojazdy i wizyty u specjalistów pochłaniają mnóstwo środków.

Wasze wsparcie daje mi siłę, by walczyć każdego dnia! Proszę, pomóżcie mi wrócić do zdrowia, żebym w przyszłości mogła robić to, co kocham. Każda złotówka ma znaczenie – razem możemy przezwyciężyć ten trudny czas.

Dziękuję za każdą pomoc!