Jesteśmy rodzicami Marty. Marta urodzona w Szpitalu w Bolesławcu ma obecnie pół roku. Urodziła się z uszkodzonym splotem ramiennym (wyrwane nerwy lewej rączki C8 i Th1. W czasie porodu doszło do zaklinowania dziecka. Dziecko zostało wyszarpane z łona matki.

Już od pierwszych dni po porodzie Martę rehabilitujemy i systematycznie obserwujemy postępy sprawności ręki. Marta do chwili operacji była ćwiczona – najpierw ćwiczenia odpowiednie dla noworodka, następnie metodą Vojty, co naszym zdaniem bardzo pomogło w utrzymaniu dobrego stanu mięśni rączki. Kiedy Marta miała 4 miesiące przeszła operację usprawnienia ręki w łokciu nerwów w Klinice Chirurgii Ręki we Wrocławiu. Po operacji stan zdrowia dziecka uległ wprawdzie niewielkiej poprawie. Rączka nie jest już tak bezwładna jak kilka miesięcy temu. Marta unosi rękę do góry, przewraca się na plecy, ale nadgarstek i dłoń nadal nie są sprawne.

Nasze życie w obecnej chwili to wyjazdy na kontrole, turnusy rehabilitacyjne, konsultacje. Każdego dnia walczymy by Marta w przyszłości mogła jak najlepiej sobie radzić ze swoim kalectwem.

We wrześniu tego roku byliśmy na konsultacji w Warszawie u profesora Alaina Gilberta z Kliniki Neurochirurgii w Paryżu („Clinique Jouvenet”). Profesor zakwalifikował nasze dziecko do operacji. Operacja ta powinna odbyć się jak najszybciej ze względu na rodzaj uszkodzenia i wiek dziecka, gdyż z każdym dniem odwleczenia zabiegu maleją szanse na normalny rozwój ręki. Operacja przeszczepu nerwów we francuskiej klinice jest niezbędna dla przywrócenia sprawności ręki Marty, jednakże jej koszt 5 tys. EURO euro znacznie przekracza nasze możliwości finansowe i dlatego zwróciliśmy się z apelem do wszystkich o wielkim sercu, a mogącym pomóc naszemu dziecku, o wsparcie.

Serdecznie prosimy o przekazanie nawet najdrobniejszej wpłaty.

Zgorzelec, 2006-10-26
Historia Marty – ciąg dalszy

W styczniu bieżącego roku minęły trzy lata od operacji naszej córki Martusi wykonanej przez prof. Gilberta w klinice w Paryżu. Operacja która trwała cztery godziny miała na celu usprawnienie ręki w ramieniu i łokciu był to przeszczep nerwów z lewej nóżki Martusi do okolic obojczyka. Podczas tej operacji poprawiany był zabieg, który Marta miała pół roku wcześniej we Wrocławiu. Podczas gdy Martusia leżała na stole operacyjnym, dla mnie i mojego męża były to najdłuższe godziny w życiu. Cały pobyt we Francji wspominamy bardzo dobrze. Stroną organizacyjną operacji zajęła się Fundacja Otwarte Ramiona. Na lotnisku w Paryżu odebrał nas pan Wołowski, który pomagał i wspierał nas podczas całego pobytu.

W pierwszym dniu zaraz po przyjęciu do kliniki odbyły się wizyty lekarzy różnych specjalności: pediatry, neurologa, anestezjologa, jak również profesora Gilberta. Dwa miesiące po operacji (w marcu 2007 roku) Marta zaczęła ponownie intensywną rehabilitację i zabiegi fizjoterapeutyczne. Nasze życie w dużym stopniu podporządkowane jest czynnościom związanym z tym, by nasza córka miała sprawną rączkę. Oprócz stałej kontroli lekarskiej: ćwiczenia, fizjoterapia, systematyczne i bolesne badania EMG (badanie przewodzenia nerwów), z Martą wiele czynności usprawniających rękę robi się w domu; punktowe naświetlanie lampą, hydromasaż, ćwiczenia w formie zabawy.

Prawie półtora roku po operacji we Francji, byliśmy z Martą w Poznaniu na konsultacji u profesora Gilberta – (maj 2008). Doktor Gilbert obejrzał Martę i stwierdził, że stan rączki po operacji jest zadawalający, jednak na efekty operacji trzeba jeszcze poczekać. Kolejny raz byliśmy z Martą na konsultacji u profesora we wrześniu 2009 roku w Warszawie. Pan profesor Gilbert po raz drugi zakwalifikował naszą małą Martę do operacji.

Ta operacja ma na celu usprawnienie reki w okolicach nadgarstka. Przed nami zatem znowu trudna droga, ale mamy nadzieję, że i tym razem szczęście nam dopisze i uda nam się zebrać potrzebna kwotę i wyjechać z naszą córka na operację.

Historia Marty – ciąg dalszy (najnowsza aktualizacja) 

Dziś tę historię chcę opowiedzieć już sama. Nazywam się Marta i w tym roku skończyłam 20 lat. Od ostatniej aktualizacji moich losów minęła ponad dekada. Przez ten czas w moim życiu wydarzyło się bardzo wiele i choć nie pamiętam samych początków mojej walki, to każdego dnia odczuwam jej skutki.

Urodziłam się z uszkodzeniem splotu ramiennego – miałam wyrwane nerwy lewej ręki (C8 i Th1). Od pierwszych dni życia moją codziennością stała się intensywna rehabilitacja. Jako niemowlę przeszłam operację w Polsce, a następnie skomplikowany przeszczep nerwów we Francji. Była to dla mnie ogromna szansa, a dzięki wsparciu wielu osób udało się wtedy sfinansować leczenie, które pozwoliło mi osiągnąć obecny poziom sprawności.

W kolejnych latach leczenie było kontynuowane pod okiem wybitnych specjalistów. W 2014 roku w Aachen w Niemczech przeszłam operację u dr. Jörga Bahma. Był to zabieg typu Hoffer transfer (przeniesienie mięśni), który miał na celu poprawę rotacji barku. Dwa lata później, w 2016 roku, wykonano u mnie artrodezę nadgarstka, czyli jego usztywnienie za pomocą specjalnej płytki, oraz zabieg na ścięgnach metodą Öskana. Każdy z tych etapów był ważnym krokiem naprzód w walce o moją rękę.

Od mojej ostatniej operacji minęło już 10 lat. Przez cały ten czas regularnie ćwiczę – najpierw była to fizjoterapia połączona z ergoterapią, a od kilku lat skupiam się głównie na fizjoterapii. Dziś jestem w dużym stopniu samodzielna i bardzo zależy mi na tym, by tę niezależność dalej rozwijać. Mimo to codzienne życie wciąż przynosi trudności – proste czynności, jak przygotowanie posiłku czy otwarcie słoika, nadal bywają wyzwaniem.

Moim celem nie jest tylko poprawa sprawności, ale też walka o to, by nie stracić tego, co już udało się wypracować. Po latach intensywnego leczenia bardzo boję się regresu. Chciałabym ponownie skonsultować się ze specjalistami, by ocenić aktualny stan ręki i sprawdzić, czy dzisiejsza medycyna daje mi nowe możliwości. Potrzebuję też stworzyć aktualny plan terapii, bo na ten moment nie mam pewności, jakie kroki powinnam podjąć dalej, by jak najlepiej o siebie zadbać.

Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie na wcześniejszych etapach. Każda pomoc miała realny wpływ na to, w którym miejscu dzisiaj jestem. Szczególnie dziękuję moim rodzicom – mamie i tacie – którzy od samego początku robili wszystko, by moje dorosłe życie było jak najbardziej samodzielne. Jestem też ogromnie wdzięczna mojej babci, której obecność i wsparcie miały nieocenione znaczenie na każdym etapie tej drogi – jej troska i cicha gotowość do pomocy sprawiały, że wiele rzeczy w ogóle mogło się wydarzyć.

Dzięki temu wsparciu mogę dziś zrobić kolejny krok. Ponownie zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Przed mną kolejne konsultacje i wyjazdy, które wiążą się z kosztami. Każde wsparcie, nawet to najmniejsze, ma dla mnie ogromne znaczenie i przybliża mnie do celu, jakim jest większa sprawność i lepsza jakość życia.

Dziękuję za każdą formę wsparcia. Zgorzelec, 21.04.2026