Podjąłem walkę z nowotworem! Zbieram na dalsze leczenie i rehabilitację. Mam na imię Michał, mam 39 lat, żonę i dwójkę wspaniałych dzieci. Dziś bardzo proszę o pomoc i wsparcie, które są mi tak bardzo potrzebne…Chcę walczyć dla nich, dla mojej ukochanej rodziny.

Mam na imię Michał, mam 39 lat, żonę i dwójkę wspaniałych dzieci – 3-letniego syna Mateusza i 7- letnią Hanię.

Gdy Mati miał 3 miesiące mój świat się zawalił, podczas  jednej z wizyt u lekarza padła diagnoza – nowotwór złośliwy.

Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Miał być to czas dla mojej rodziny, mieliśmy cieszyć się z narodzin naszego synka. Zawsze marzyłem o szczęśliwej rodzinie. Snułem plany i byłem pewny, że zapewnię im stabilność i radosne życie. Niestety wszystko się zmieniło, wspólnie z żoną i najbliższymi zamieniliśmy radość na walkę o moje życie i normalność.

Zaczęło się niewinnie od bólu lędźwi i biodra. Z każdym dniem jednak bóle były coraz silniejsze, chodziłem od lekarza do lekarza by dowiedzieć się co mi dolega. Zacząłem też rehabilitację.

Nic nie pomagało, cały czas szukaliśmy przyczyny narastających bóli. W sierpniu padła ostateczna diagnoza: kostniakomięsak, nowotwór złośliwy kości i chrząstki stawowej.

Guz umiejscowiony był na lewym talerzu biodrowym, miednicy, kości krzyżowej i guzicznej. Przez kilka miesięcy żyłem w przekonaniu, że jedynym ratunkiem jest amputacja całej nogi. Taką zresztą dostałem informację od lekarza z Warszawy. Byłem tym zdruzgotany, ale wspólnie z żoną i przyjaciółmi postanowiliśmy się nie poddawać i szukać dalej specjalistów, którzy mogliby mi pomóc i uratować nogę.

Chciałem być też pewien, że amputacja to jedyne wyjście. Znaleźliśmy lekarza w Poznaniu, który podjął się operacji wycięcia guza i wstawienia protezy tak, żeby oszczędzić kończynę. Operacja była bardzo rozległa i wycięto mi również wiele mięśni, jednak przy odpowiedniej i długotrwałej rehabilitacji mam szansę stanąć na nogi i wrócić do pełnej sprawności.

Przede mną ciężkie i kosztowne leczenie.

Obecnie mój stan wymaga ciągłej opieki, codziennej zmiany opatrunków, drogich leków, transportów na wizyty do szpitala i serię kolejnych chemii w Poznaniu. Żeby zacząć samodzielnie funkcjonować czeka mnie bardzo długa rehabilitacja.

Potrzebuję pomocy, ponieważ całe leczenie, dojazdy, zakup leków to ogromne koszty, które w tej chwili przerost już możliwości finansowe mojej rodziny. Pragnę tylko jednego, wyzdrowieć i móc znowu opiekować się najbliższymi. Są dla mnie wszystkim i zrobię wszystko aby nasze życie znowu wróciło na właściwe tory. Proszę o pomoc, bo nie mam innego wyjścia. Każda przekazana na moje licznie złotówka, to szansa i nadzieja dla mnie i dla moich bliskich, na lepsze jutro.

Za każdą pomoc z całego serca dziękuję!
Michał